Saudyjski lew szykuje się do szoku

Społeczeństwo Arabii Saudyjskiej żyło dotychczas w dziwnym rozkroku pomiędzy nowoczesnością czyli wykorzystywaniem technicznych zdobyczy Zachodu a średniowiecznymi zasadami organizującymi życie polityczne (absolutna monarchia) i społeczne (wykluczenie kobiet z życia publicznego), w bogatym kraju z XXI wieku ale w takim, w którym panuje wszechwładza religii w określaniu norm prawnych i zasad zachowania prywatnego i publicznego. Teraz młody, 32-letni następca tronu, mający pełne poparcie swojego królewskiego ojca, 82-letniego ojca, próbuje zmodernizować gospodarkę Arabii Saudyjskiej i jej życie społecznie, pozostawiając sferę polityki bez zmian. Gdyby nie fakt, że ten kraj ma ogromny wpływ na poglądy i działania muzułmanów na całym świecie, jego losami moglibyśmy się nie interesować. Ale musimy.

Arabia Saudyjska ma powierzchnię cztery razy większą od Polski ale tylko nieco ponad 21 mln własnej ludności. Ogromna większość kraju to pustynia, nie ma tam żadnych rzek. Dzisiaj jej dochód na głowę przy uwzględnieniu siły nabywczej to 54 tys. dolarów (Polski – 27 tys.) – ale to bogactwo oparte jest wyłącznie na ropie naftowej, której cena i perspektywy wyglądają nieciekawie. Arabia ma drugie na świecie zasoby ropy naftowej i jest jej głównym światowym eksporterem, dostarczając 20 procent eksportowanego surowca. Koszty wydobycia ropy Arabia ma jedne z najniższych na świecie, więc może sobie pozwalać na obniżanie cen do poziomów, które dla innych producentów tego surowca są zabójcze – nawet poniżej 30 dolarów za baryłkę. Dzięki temu Arabia Saudyjska, która do pierwszego szoku naftowego z roku 1973 była średnio zamożnym krajem, po kilkakrotnych podwyżkach cen ropy stała się w latach osiemdziesiątych krajem nieprawdopodobnego bogactwa.

Ropa nadal daje Arabii 80 procent wpływów z eksportu i 65 procent dochodów budżetowych. Dzięki ropie obywatele nie płacili podatku dochodowego ani VAT, a woda, energia elektryczna i benzyna były dotowane. Żeby uniknąć nadmiernego bezrobocia rząd rozdymał sztuczne zatrudnienie w państwowych instytucjach – ponad dwie trzecie pracujących znalazło tam zatrudnienie, bardzo często pozorując pracę. Natomiast w sektorze prywatnym cztery na pięć osób zatrudnionych to cudzoziemcy (w sumie 8-10 mln), którym na ogół można było płacić znacznie mniej niż Saudyjczykom (z wyjątkiem nielicznej grupy zachodnich fachowców, znakomicie wynagradzanych). W kraju, będącym monarchią absolutną bez praw obywatelskich, korupcja i marnotrawstwo pieniędzy osiągnęły skalę niewyobrażalną; doradca finansowy księcia Mohammeda szacuje je na 80-100 mld dolarów rocznie w czasie naftowego boomu.

Arabia Saudyjska ma też dwa święte miejsca islamu, Mekkę i Mediną i dzięki temu przybywają do niej rocznie miliony pielgrzymów muzułmańskich, zostawiając ponad 20 mld dolarów. Od początku istnienia aktualnego państwa, czyli od roku 1923 była krajem bardzo konserwatywnej wersji islamu, wahabizmu, który jednak aż do roku 1979, kiedy w Iranie zwyciężyła islamska rewolucja, był podobny do innych konserwatywnych krajów arabskich – były tam kina, kobiety nie musiały zasłaniać twarzy i mogły prowadzić samochody. Wszystko to zmieniło się po 1979, gdy sunnicka Arabia zaczęła rywalizować z szyickim Iranem w pobożności – wzrosła rola imamów, ograniczono swobody kobiet a edukacja nabrała skrajnie fundamentalistycznego, wrogiego wobec Zachodu, charakteru. Arabia zaczęła też intensywnie propagować wahabicki islam za granicą, przeznaczając na to rocznie 2-5 mld dolarów, w sumie ok. 100 mld dolarów od roku 1979. Fundamentalizm islamski stał się głównym, obok ropy, towarem eksportowym Arabii Saudyjskiej, o negatywnym wpływie na bezpieczeństwo krajów Zachodu – nieprzypadkowo 15 na 16 zamachowców na World Trade Center pochodziła z Arabii i saudyjskim obywatelem był Osama bin Laden.

Za jej pieniądze finansowano nie tylko budowę meczetów ale przede wszystkim edukację zagranicznych imamów w uczelniach Arabii Saudyjskiej i późniejsze ich pensje, utrzymywano tysiące szkół religijnych na świecie, płacono tysiącom organizacji propagujących islam na Wschodzie i Zachodzie. Chociaż nie finansowano bezpośrednio działalności terrorystycznej, to islam, propagowany przez Arabię Saudyjską, pełen nienawiści do innych wyznań i kultur, zachęcający do obrony i rozprzestrzeniania tej religii, prowadził wiernych prostą drogą do ugrupowań terrorystycznych, takich jak afgańscy talibowie i powstrzymywał integrację muzułmanów w Europie Zachodniej.

Spadek cen ropy naftowej z ok. 110 dolarów za baryłkę do poniżej 30 dolarów w 2016, był dla Arabii Saudyjskiej szokiem. Dla zrównoważenia budżetu musiała sięgnąć do swoich rezerw walutowych, które z początkowych 737 mld dolarów spadły dziś do 509 mld, w najtrudniejszych miesiącach topniały w tempie 30 mld dolarów miesięcznie, grożąc bankructwem w ciągu dwóch lat.

Król Salman i książę Mohammed zdecydowali wówczas o podjęciu działań krótkookresowych, które miały zrównoważyć budżet i zapobiec bankructwu kraju i długookresowych, które miałyby uniezależnić Arabię Saudyjską od eksportu ropy. W ramach działań krótkookresowych obcięto o jedną czwartą wydatki budżetu (co spowodowało ogromne trudności i bankructwa dziesiątków prywatnych firm, zależnych od pieniędzy rządowych), ograniczono subsydiowanie energii elektrycznej, wody i benzyny (jej ceny są już tylko o połowę niższe niż w Polsce), obcięto premie dla pracowników państwowych (ale po siedmiu miesiącach je przywrócono i wyrównano, bo gospodarka wpadła w recesję po spadku wynagrodzeń o 40%), wprowadzono do początku 2018 podatek VAT a także podatki od zatrudniania cudzoziemców i dla cudzoziemców. Zaczęto również pożyczać pieniądze na rynkach międzynarodowych. Dzięki temu, a także wzrostowi ceny ropy do ok. 60 dolarów za baryłkę, rezerwy walutowe topnieją już w tempie tylko ok. 30 mld dolarów rocznie.

Perspektywy ropy naftowej nie są dobre – jej zużycie na świecie będzie raczej spadać, ponieważ świat stara się je ograniczać, walcząc z globalnym ociepleniem, z które w znacznym stopniu odpowiada dwutlenek węgla powstający przy spalaniu ropy. W dodatku na wzrost cen ropy nie można liczyć, bo z jednej strony podaż ropy na świecie rośnie, dzięki wydobyciu łupkowemu, a z drugiej coraz większego znaczenia nabiera energia ze źródeł odnawialnych; już dziś cena energii słonecznej jest w krajach takich jak Arabia porównywalna albo niższa niż produkowana z ropy a nawet gazu ziemnego. Nie wiadomo zresztą, czy Saudyjczycy będą mieli co eksportować – ich wewnętrzne zużycie rośnie tak szybko, że Citigroup przewiduje, że do roku 2030 eksport saudyjskiej ropy może spaść do zera. W perspektywie kilkunastu lat Arabia Saudyjska będzie więc miała ludność większą o jedną czwartą, a dochody z ropy mniejsze albo dużo mniejsze. W perspektywie 50 lat, a tyle na pewno jeszcze spodziewa się żyć książę Mohammed, dochody z ropy naftowej na pewno będą zerowe. Odpowiedzią na to wyzwanie przyszłości ma być program Vision 2030 (Wizja 2030), zaprezentowana w ubiegłym roku przez księcia bin Salmana.

Celem działania 32-letniego księcia Mohammeda bin Salmana, który przez swojego ojca, króla Salmana bin Abdulaziza w roku 2017 został mianowany następcą tronu (będąc już ministrem obrony i pierwszym wicepremierem odpowiedzialnym za gospodarkę) jest uniezależnienie Arabii Saudyjskiej od dochodów z ropy. Wymaga to głębokich zmian gospodarczych i społecznych, z których książę do pewnego stopnia zdaje sobie sprawę.

Vision 2030 jest programem gigantycznym. Przewiduje, że dochód narodowy ma się w Arabii zwiększyć w ciągu 13 lat dwukrotni, dzięki czemu Arabia Saudyjska przesunie się z 20 na 15 miejsce największych gospodarek świata, a sektor prywatny ma tworzyć nie 40% lecz 65% dochodu narodowego i proporcjonalnie zatrudniać tylu pracowników (Saudyjczyków). Jeszcze szybciej mają rosnąć dochody rządu ze źródeł innych niż ropa naftowa – z 60 mld dolarów w budżecie z 2017 mają wzrosnąć ponad czterokrotnie do 266 mld dolarów. W eksporcie wartość towarów innych niż ropa i jej pochodne ma wzrosnąć z 16% do 50% Ma wzrosnąć aktywność zawodowa kobiet, z 22% pracujących do 30% i zmniejszyć się ogólne bezrobocie z 12% dziś do 7%. No i wśród dwustu najlepszych uniwersytetów na świecie ma być pięć saudyjskich (teraz nie są nawet . Ogółem program przewiduje 543 przedsięwzięcia i proponuje 376 wskaźników osiągnięcia celów.

Pieniądze państwowe i bezpośrednie działania państwa mają być istotnymi elementami zapewniającymi osiągnięcie tych celów. Public Investment Fund, czyli państwowy fundusz inwestycyjny, który dysponuje obecnie kwotą 230 mld dolarów, ma stać się największym na świecie funduszem, o aktywach wartości ponad 2 bilionów dolarów, aby inwestować w kraju i za granicą w przedsięwzięcia, które przyspieszą rozwój gospodarczy Arabii Saudyjskiej a jednocześnie dadzą jej władzom stały dopływ dywidend z inwestycji. Książę Mohammed oczekuje od funduszu, że zamiast obecnych 3% zwrotu z kapitału, zapewni 8-9%, co przy dwubilionowym kapitale dawałoby tyle, ile dziś wynoszą do budżetu wpływy z ropy – i dlatego książę w niedawnym wywiadzie dla miesięcznika „The Atlantic” twierdził, że „cena ropy naftowej go nie obchodzi”.

Osiągnięcie 8% zwrotu z kapitału w wielkim funduszu inwestycyjnym jest raczej wątpliwe, ale staje się jeszcze bardziej wątpliwe, gdy przyjrzeć się składowi tego kapitału. Otóż ma on się składać głównie z akcji państwowego koncernu naftowego Aramco, który ma zostać funduszowi oddany. Książę zapowiedział, że 5% akcji Aramco zostanie sprzedanych na giełdzie, przynosząc funduszowi 100 mld gotówki, bo cały koncern giełda wyceni właśnie na 2 biliony dolarów, a skoro będzie on należał do funduszu, to wartość funduszu wyniesie ponad 2 biliony. Fachowcy wyrażają jednak wątpliowości, czy taka będzie giełdowa wycena Aramco, mowa jest o połowie albo jeszcze mniejszej sumie. Niezależnie od tego, jaka ta wycena będzie, nie będzie to gotówka, którą fundusz będzie mógł inwestować, a co najwyżej brać pod jej zastaw pożyczki albo sprzedawać obligacje, a to zmniejsza zyski.

W ramach Vision2030 zapowiedziano na razie trzy wielkie projekty, w których będą uczestniczyć państwowe pieniądze i zagraniczni inwestorzy prywatni. Pierwszy to wielki, luksusowy kompleks wypoczynkowy nad stu kilometrami plaż Morza Czerwonego. Będzie to odrębna strefa, zarządzona przez „prywatny komitet” a obowiązywać mają w niej „niezależne przepisy i zasady ustalane przez ten komitet”, czytaj – będzie można sprzedawać alkohol i opalać się w bikini. Pracę znaleźć ma tam 30 tys. Saudyjczyków.

Drugi projekt jest jeszcze bardziej ambitny – „miasto przyszłości” wielkości Belgii o nazwie Neom, cała strefy nowoczesnej gospodarki na granicy z Egiptem i Jordanią, której budowa ma kosztować 500 miliardów dolarów ma to być najnowocześniejsze miasto na świecie, korzystające wyłącznie z energii odnawialnej, gdzie prowadzone będą badania naukowe na najwyższym poziomie, powstaną firmy nowoczesnych technologii, przyjadą ambitni ludzie z całego świata. Prywatnych źródeł finansowania, podobnie jak w pierwszym projekcie, jeszcze nie ujawniono, więc projekt pozostaje na razie tylko pomysłem, bez planu i terminu realizacji.

Trzeci projekt ma lepszą szansę realizacji – to największy na świecie projekt elektrowni słonecznych, sto pięćdziesiąt razy większy od budowanego obecnie w USA a sto razy większy od największego dotychczas planowanego (w Australii). Zbudowany ma być stopniowo w kilku miejscach na terenie kraju i dostarczać docelowo 200 gigawatów energii elektrycznej, z czego pierwszych 7 gigawatów ma być gotowych w przyszłym roku. W projekcie, wartym do roku 2030 aż 200 mld dolarów, uczestniczy obok saudyjskiego Public Investment Fund wielki japoński fundusz inwestycyjny SoftBank – którego głównym udziałowcem jest ten sam Public Investment Fund, więc trochę jest to przekładanie pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej. Zatrudnienie znaleźć ma tutaj 100 tysięcy Saudyjczyków, nie tylko przy stawianiu paneli ale również przy ich produkcji, bo Arabia Saudyjska ma stać się wielkim producentem paneli słonecznych.

Budowanie gigantycznej elektrowni słonecznej w kraju mającym najtańszą ropę na świecie ma sens – ponieważ prawie połowa wydobywanej w Arabii Saudyjskiej ropy przeznaczona jest na rynek wewnętrzny. Połowa z kolei zużycia krajowego to produkcja energii elektrycznej na potrzeby wielkich zakładów odsalania wody morskiej, (pochodzi dwie trzecie wody zużywanej w Arabii Saudyjskiej jest odsalana w bardzo energochłonnym procesie), a zapotrzebowanie na będzie nieustannie wzrastać. Jeśli energia słoneczna zastąpi w produkcji energii elektrycznej ropę – czy gaz, którego Arabia Saudyjska produkuje dużo, w całości zużywając na własne potrzeby – to zaoszczędzone surowce będzie mogła wyeksportować.

Tak ogromnym zmianom gospodarczym muszą towarzyszyć zmiany społeczne. Książęca wizja oznacza, że ze społeczeństwa, przyzwyczajonego do nieróbstwa i bierności na państwowym garnuszku, Saudyjczycy stać się mają społeczeństwem ludzi śmiałych, samodzielnych i otwartych na świat. Są to postawy kompletnie niezgodne z dotychczasowym systemem religijno-społecznym w Arabii Saudyjskiej, dlatego książę zapowiedział powrót do „islamu umiarkowanego” i rozpoczął rozluźnianie gorsetu zakazów krępującego życie Saudyjczyków. Dozwolone zostało publiczne słuchanie muzyki (odbył się już pierwszy festiwal jazzowy) a nawet zapowiedziano zbudowanie opery, otwarte po 40 mają zostać kina. Rewolucyjne, jak na Arabię Saudyjską będą posunięcia dające więcej praw kobietom – od czerwca będą mogły prowadzić samochody, a już dziś mogą, w oddzielnych strefach „rodzinnych” na widowni, oglądać zawody sportowe. Przypuszczalnie ograniczone albo zniesione zostanie prawo „opieki” nad kobietami sprawowane przez mężczyzn z rodziny, które dziś wymaga zgody jej męskiego „opiekuna” (niekiedy jest to dorosły syn) na studia, pracę czy wyjazd, krajowy czy zagraniczny, oczywiście pod męską opieką. Dla społeczeństwa, w którym większość stanowią ludzie młodzi, mający przez Internet dostęp do wszystkich treści i poglądów ze świata, gdzie kilkaset tysięcy studiowało lub studiuje na zachodnich uczelniach (w tym co najmniej jedna czwarta kobiet) ta liberalizacja życia społecznego i kulturalnego na pewno zdobędzie gorące poparcie. Ale jak zareagują starsi, znacznie bardziej konserwatywni Saudyjczycy; jak zareagują dziesiątki tysięcy muzułmańskich duchownych?

Na razie „umiarkowany islam” nie znaczy, że zlikwidowanie zostanie zakaz publicznego praktykowania innych niż islam religii i nie mam mowy o zmianie praw surowo karzących za porzucenie islamu i jego krytykę, więc konserwatyści i duchowni nie muszą czuć się aż tak bardzo zaniepokojeni.

Pamiętać trzeba też o kontekście polityki zagranicznej – wrogiej rywalizacji z szyickim Iranem, który próbuje zbudować broń atomową. Saudyjczycy czują się tym zagrożeni, pomimo, że są czwartym na świecie importerem broni i że planują wydanie 300 mld dolarów na nowe uzbrojenie kupowane w USA (albo budowane na miejscu, bo chcieliby przenieść część produkcji broni do kraju). Stąd ich aktualna zakulisowa współpraca z Izraelem, również zagrożonym irańskim projektem atomowym, która w przyszłości przerodzić się może w pełne stosunki gospodarcze i dyplomatyczne. Z drugiej strony próba przeciwstawienia się wpływom irańskim, przez interwencję w Jemenie przeciw szyickim rebeliantom na razie nie przyniosła rezultatu militarnego i jest polityczną porażką; podobną porażką jest jak próba bojkotu Kataru, oskarżanego o wspieranie ekstremistów. Sukcesy w polityce zagranicznej mogłyby dać księciu Mohammedowi poparcie w saudyjskim społeczeństwie (i rodzinie królewskiej), porażki – nastawić ją przeciwko niemu.

Przyszłość Arabii Saudyjskiej i powodzenie jej reform interesują nas głównie ze względu na wpływ tego kraju na muzułmanów na świecie: czy Arabia Saudyjska przestanie eksportować islamski fundamentalizm a zamiast tego zacznie propagować islam tolerancyjny? Czy dzięki temu zmniejszą się w różnych krajach – na przykład w Pakistanie – wpływy miejscowych ekstremistów na politykę? Czy odcięcie pieniędzy dla radykalnych ugrupowań i meczetów zmniejszy zagrożenie fundamentalizmem i terroryzmem w Europie?

Począwszy od cara Piotra I próby modernizacji gospodarczej i społecznej podejmowane były w różnych krajach i systemach wielokrotnie. Były wśród nich udane, takie jak modernizacja XIX wiecznej Japonii i nieudane, takie jak zakończona islamistyczną rewolucją modernizacja Iranu w XX . Wspólne wszystkim tym modernizacjom było przeprowadzanie ich w systemach dyktatorskich, z silną władzą państwową. Spośród krajów muzułmańskich przykładem niewątpliwie udanej transformacji była Turcja, która dokonała dzięki między innymi świeckiej nacjonalistycznej dyktaturze, która zmarginalizowała islamu w życiu publicznym. W innych krajach muzułmańskich, w których dochodziło do szybkiego rozwoju gospodarczego – Indonezja, Malezja – działo się tak w sytuacji niewielkiego wpływu islamu na życie publiczne (i istnieniu chińskiej mniejszości, która podobnie jak koptyjska w Egipcie jest motorem gospodarczego wzrostu). Tych dwóch czynników – dyktatury i minimalizacji wpływu islamu – książę Mohammed z pewnością będzie używał.

Nie jest on z pewnością liberałem i żadnych zmian systemu politycznego, ograniczeń absolutyzmu nie zapowiadał. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że książę stara się umocnić system autokratyczny. Objął kontrolę nad służbami i regionalnymi gubernatorstwami, usuwając stamtąd osoby z rodziny królewskiej, którym nie ufał. We wrześniu 2017 aresztowano kilkudziesięciu krytyków systemu i liberalnych imamów, w listopadzie – ponad stu biznesmenów, w tym wielu z rodziny królewskiej i byłych ministrów (chociaż trzymano ich w hotelu Ritz, nie w więzieniu). Krytycy nadal przebywają w więzieniu, biznesmeni (zatrzymani podobno za korupcję), po przekazaniu gotówki i części majątków o wartości ponad 100 mld dolarów, zostali zwolnieni. Kilkunastu z nich zostało poważnie na przesłuchaniach pobitych, jeden zmarł w wyniku obrażeń. Nikt, niezależnie od swojej pozycji społecznej, nawet kuzyni księcia Mohammeda, nie mogą być dzisiaj w Arabii Saudyjskiej pewni swoich majątków i stanowisk – a nawet i życia, bo nic nie stoi na przeszkodzie, aby dowolna osoba została oskarżona o zdradę, skazana i stracona. Jest to sytuacja podobna do tej, którą Stalin wprowadził w latach trzydziestych w ZSRR, kiedy nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, więc nikt nie próbował nawet myśleć o zmianie władcy.

Książę próbuje nawet podporządkować sobie duchowieństwo. Ministerstwo Spraw Religijnych zaczęło rozsyłać imamom co tydzień treść piątkowego kazania, które będą ze swoich iPadów odczytywać wiernym w meczecie. Jest to skopiowanie modelu tureckiego, gdzie imamowie są urzędnikami państwowymi, w pełni zależnymi od rządu – i do takiej sytuacji ma dojść w Arabii Saudyjskiej. Fatwy, wydawana przez duchownych, będą zgodne z potrzebami władcy, nawet jeśli będą niezgodne z fatwami z ubiegłego roku. Nie ma w Arabii (ani nigdzie indziej) niezależnej hierarchii czy organizacji duchownych muzułmańskich, którzy mogliby się władcy przeciwstawić, a z pojedynczymi przeciwnikami będzie on w stanie w stanie, sobie poradzić, szczególnie gdy płaci duchownym pensje.

Program gigantycznej gospodarczej modernizacji Arabii Saudyjskiej w rozmiarach nakreślonych w Vision 2030 najprawdopodobniej się nie uda. Z poprzedniego, przygotowanego na początku XX wieku programu „The Future Vision for the Saudi Economy: 2020” nie pozostało nawet wspomnienie, pomimo ponad 400 spotkań, zorganizowanych dla jego wprowadzenia. Podwojenie PKB wciągu 13 lat oznaczałoby, że gospodarka saudyjska ma się rozwijać dokładnie dwa razy szybciej niż w poprzednich 13 latach – w tempie 5,5% rocznie zaś sektor prywatny w tempie 9% rocznie. Jeśli uwzględnić przyrost liczby ludności to wzrosty musiałyby analogicznie wynieść 7% i 10,5%.

Ale Saudyjczycy nie są narodem rzutkich biznesmenów i twórców start-upów, a kapitał światowy niekoniecznie będzie inwestował setki miliardów dolarów w miejscu, które prawdopodobna wojna z Iranem może zamienić w zgliszcza. Owszem, Chińczycy nie mieli na początku inwestycji zagranicznych a udało im się przez 30 lat mieć wzrost gospodarczy 8-12 procent rocznie – ale Saudyjczycy nie będą pracowali po 12 godzin dziennie. Nawet tylko do roku 2030.

Wskazówką co do realności planów modernizacji gospodarczej są losy dwóch saudyjskich inicjatyw w dziedzinie polityki zagranicznej, o których łatwym sukcesie ich inicjator książę Muhammed na pewno był przekonany – interwencji w Jemenie i blokady Kataru. Interwencja wojsk Arabii Saudyjskiej i sprzymierzonych z nią krajów w konflikt w Jemenie w 2015 roku miała zniszczyć szyickich rebeliantów Huti i przywrócić władzę legalnemu sunnickiemu rządowi – i do dzisiaj się to nie udało, natomiast spowodowana saudyjskimi nalotami śmierć tysięcy osób cywilnych jest dla Saudyjczyków wizerunkową katastrofą. Z kolei celem zerwania stosunków dyplomatycznych i blokady Kataru przez Arabię Saudyjską i popierające ją państwa Zatoki Perskiej w roku 2017 było zmuszenie Kataru do zerwania współpracy z Iranem i Bractwem Muzułmańskim w tym do zamknięcia telewizji Al Jazeera, bardzo w krajach arabskich popularnej a niezmiernie krytycznej wobec Arabii Saudyjskiej a popierającej Bractwo. Inicjatywa okazała się kompletnym fiaskiem a sytuacja jest patowa – Katar zaprzeczył, by popierał ekstremistów odmówił zmiany polityki, telewizji Al Jazeera nie zamknął.

Jakieś efekty gospodarcze śmiałego saudyjskiego programu jednak na pewno będą – a wraz z nimi zmiany społeczne, nad którymi nie do końca rząd będzie mógł panować – choćby rozbudzenie oczekiwań młodego pokolenia. Wówczas będziemy mieli do czynienia z pierwszym scenariuszem. Saudyjczycy, płacący po raz pierwszy podatki (nawet jeśli tylko VAT) i mający coraz więcej kontaktów ze światem mogą zacząć czuć się coraz obywatelami a mniej – poddanymi. Liberalizacja życia kulturalnego, jakieś formy równouprawnienia kobiet, złagodzenie kontroli religii nad życiem codziennymi i publicznym mieszkańców – może doprowadzić do konfliktu między żądającym dalszych swobód i wpływu politycznego społeczeństwem a autokratycznym systemem z jednej zaś fundamentalistycznym klerem z drugiej strony. Może też dojść do konfliktu między duchowieństwem, zagrożonym utratą pozycji i zaniepokojonym postępującą liberalizacją i modernizacją, a władcą.

Drugi scenariusz nastąpi, gdy projekt modernizacji jednak się zasadniczo nie powiedzie, jeśli nie będzie następował wzrost poziomu życia gdy kraj nie będzie stawał sie bardziej nowoczesny – i gdy młodzi nie będą mogli znaleźć pracy. Wówczas przeciwko nieudolnemu władcy zwrócić mogą, z różnych przyczyn dwór, duchowni i społeczeństwo, a w rezultacie nastąpić może fundamentalistyczny przewrót, coś jak obalenie szacha w 1979 (chociaż tam protestowano przeciwko zbyt szybkiej modernizacji, nie zbyt wolnej) albo konflikt wewnętrzny.

Z naszego punktu widzenia zarówno pozytywny jak i negatywny scenariusz niosą jednak niebezpieczeństwo powrotu do eksportu islamskiego fundamentalizmu przez Arabię Saudyjską. Otóż ceną za uspokojenie duchownych, ich zgodę na zmiany wewnętrzne, może być zobowiązanie władcy do propagowania za granicą wahabizmu, dla którego już nie będzie w kraju miejsca. To z kolei prowadzić może do konfliktu z krajami Zachodu, z którymi Arabia będzie starała się coraz ściślej współpracować gospodarczo, przez wymianę handlową i pozyskiwanie kapitału jak i sprowadzanie fachowców, nauczycieli akademickich czy know-how do modernizującej się gospodarki. Oparcie na krajach Zachodu, przede wszystkim na USA, będzie też dla Arabii Saudyjskiej formą częściowego zabezpieczenia przed zagrożeniem irańskim. Książę będzie więc musiał wyważyć, czy bardziej opłaca mu się narazić Zachodowi czy swojemu duchowieństwu.

Tak czy inaczej, Arabia Saudyjska przeżyje szok, z czego nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Albo za kilkanaście lat stanie się państwem o zupełnie innej gospodarce, ze zdecydowanie bardziej liberalnym islamem i normami społecznymi bliższymi wieku XXI niż VII albo, po nieudanym skoku cywilizacyjnym, pogrąży się w wewnętrznym konflikcie i ekstremizmie religijnym. Tak w jednym jak i drugim przypadku będzie to miało wpływ na poglądy i działania muzułmanów na całym świecie, więc warto obserwować uważnie tamtejsze wydarzenia.

Tekst ukazał się w papierowym wydaniu miesięcznika „Układ Sił”  nr 3, kwiecień 2018

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *