Autonomiczne samochody i kontrolowane poślizgi

Po drogach Ameryki jeżdżą setki samochodów autonomicznych, testowanych przez takie firmy jak Waymo, Ford czy Uber, ale to, co zrobili z samochodem autonomicznym młodzi inżynierowie ze Stanfordu jest czymś innym – uczyli samochód kontrolowanych poślizgów. Rezultaty można obejrzeć tutaj, na najtrudniejszym z używanych przez zawodników torów do driftingu. Samochód przejeżdża go bezbłędnie, mijając słupki o centymetry.

Jon Goh i Tushar Goel od czterech lat prowadzą badania nad ekstremalnymi sytuacjami, w jakich mogą znaleźć się autonomiczne samochody. Do badań przerobili model samochodu DeLorean z roku 1981, zmieniając mu napęd z benzynowego na dwa silniki elektryczne napędzające tylne koła, wzmacniając zawieszenie i wymieniając sterowanie (kierownicę, hamulce i gaz) na elektroniczne. Samochód ma też dwie anteny GPS, ustalające jego położenie z dokładnością do 2,5 cm i komputery, sterujące nim, umieszczone w bagażniku.

Uczenie samochodu autonomicznego kontrolowanych poślizgów ma bardzo praktyczne zastosowanie. Kierowcy ludzie starają się nie dopuścić do poślizgów, a jeśli się taki zdarzy, na ogół są bezradni – z wyjątkiem nielicznych, którzy uczą się, jak sobie radzić, na specjalnych kursach. Ale poślizgi na mokrej, ośnieżonej, zlodowaciałej nawierzchni zdarzają się i samochodom autonomicznym też czasem będą się zdarzać. Młodym badaczom chodzi o to, żeby również w tych warunkach, dla samochodów z kierowcami na ogół kończących się wypadkiem, samochód autonomiczny był maksymalnie bezpieczny, żeby „był w stanie unikać wypadku póki jest to zgodne z prawami fizyki” dzięki zdobyciu wiedzy o tarciu opon o nawierzchnie.

Kontrolowane poślizgi przy utracie przyczepności to jedno zastosowanie dla pomysłu badaczy ze Stanfordu, ale jest i drugie, równie ważne, bo zwiększające szansę na uniknięcie zderzenia.

Elektryczne samochody autonomiczne będą miały inne możliwości manewrowania niż dzisiejsze dzięki zastosowaniu osobnych napędów na każde koło i osobnych hamulców na przednią i tylną oś. W niebezpiecznej sytuacji człowiek nie dałby rady z jednoczesnym kontrolowaniem tak złożonego układu, ale sztuczna inteligencja sobie poradzi z odpowiednim dozowaniem szybkości i hamowania dla uniknięcia kolizji – gdy to konieczne wprowadzając samochód w poślizg, żeby uniknąć czołowego uderzenia w pieszego przebiegającego przez ulicę czy samochód nagle wyjeżdżający na drogę.

Autonomiczne samochody będą więc bezpieczniejsze od prowadzonych przez ludzi nie tylko dlatego, że będą lepiej orientować się w otoczeniu i szybciej podejmować decyzje ale, jak pokazują badania nad kontrolowanymi poślizgami, będą lepiej dawały sobie radę w sytuacjach ekstremalnych.  Oczywiście, warunkiem niezbędnym, żeby tak się stało, jest właśnie dobre orientowanie się samochodowych programów AI w rzeczywistości. Dzisiaj jeszcze nie jest to wystarczające, jak pokazały wypadki, jak ten z listopada 2018, gdy samochód Ubera zabił kobietę, która przechodziła z rowerem przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

Więcej informacji w blogu ze Stanfordu.

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *